Reklama
A A A

WYZNACZANIE TERENÓW BUDOWLANYCH NA WSI

Oczywiście w tym względzie sporo się zmie­nia i to zwykle dlatego, że sami gospodarze niezadowoleni z tego stanu rzeczy wprowadzają dodat­kowe gniazdka wtykowe. Różnie to wygląda — czasem przewód idzie po wierzchu ściany od pusz­ki rozdzielczej, czasem jest to „prucie" ścian, nie zawsze robota ta jest wykonana fachowo i nie zawsze kontakty te i kable elek­tryczne są bezpieczne. A przecież musimy jakoś modernizować nasz dom z punktu widzenia oświetle­nia światłem sztucznym. No i ro­bimy to, tyle że nie zawsze z od­powiednim skutkiem. Wróćmy za­tem do podstawowych zasad oświetlenia wnętrz. Najpopularniejszym źródłem światła jest żarówka, rzadziej ja- rzeniówka. Bez porównania lep­szym źródłem światła jest świa­tło żarowe, gdyż jego widmo jest zbliżone do widma słonecznego. Światło jarzeniowe, tańsze co pra­wda, nie nadaje się właściwie do oświetlania mieszkań, chociaż spotykamy się z reklamą tego ty­pu oświetlenia. Można je stoso­wać tylko chwilowo, tylko w ta­kich miejscach, gdzie nie pracuje się długo, tylko dla celów deko­racyjnych (na przykład podświe­tlania firanek czy jakiegoś przed­miotu, który chcemy wyekspono­wać). Światło jarzeniowe męczy, daje zimny odblask, jak w sali szpitalnej. Nadaje się do sklepów, do oświetlania wystaw, korytarzy w gmachach publicznej użytecz­ności. W mieszkaniach jednak po­zostańmy raczej przy oświetleniu za pomocą żarówek. Rolę regulatora oświetlenia speł­nia rozmieszczenie punktów świetlnych w pomieszczeniu, siła światła i rodzaj zastosowanej osłony na żarówkę bądź też sama żarówka w postaci tzw. kształtki, to jest mlecznego, estetycznie wy­modelowanego klosza, którego mo­żemy używać już bez żadnych osłon. Światłem trzeba umieć operować w taki sposób, by pomagało ono w czynnościach i stwarzało dobrą atmosferę we wnętrzu mie­szkalnym. Zasad dobrego oświe­tlenia jest niewiele, lecz trzeba je zapamiętać, a przede wszystkim konsekwentnie stosować. Nie można sobie wyobrazić no­woczesnego domu, w którym ko­rytarz, schody, schowki, ganek przed drzwiami wejściowymi czy komórki nie posiadałyby w ogóle światła. Być może wiele osób przyzwyczaiło się do poruszania w domu „po omacku", lecz jest to bardzo niebezpieczne, nie mówiąc już o tym, że nie oświetlając nie­których miejsc, jak gdyby spisu­jemy je na straty. Dążeniem gospodarzy powinna być taka modernizacja domu, by był on rzeczywiście wygodny dla użytkownika, a każde miejsce w nim wykorzystane zgodnie z prze­znaczeniem i potrzebą. Dom jest dla rodziny, która ma w nim wy­godnie mieszkać, pracować, wypo­czywać, a więc trzeba ten dom właściwie oświetlić. Światło kosztuje — to prawda, i łatwo pojąć, że opór przed wy­prowadzaniem wielu punktów świetlnych wiąże się z oszczędno­ścią. Można i do tego mieć sporo zastrzeżeń, bo przecież drożej ko­sztuje wyłożenie frontu domu ko­lorowymi kafelkami czy innymi całkiem zbędnymi „ozdóbkami". Ale przyjmując, że mamy do czy­nienia z gospodarzem niezbyt ma­jętnym i bardzo racjonalnym mu­simy przyznać, że jego niepokój o wysokość rachunków za prąd jest uzasadniony, ale do pewnego stopnia. Decydując się na wpro­wadzenie większej niż dotych­czas liczby lamp i gniazdek wtycz­kowych, musimy jednocześnie przyzwyczaić się do posługiwania się światłem. Przecież samo po­siadanie lampy nie oznacza auto­matycznie, że wszystkie one bę­dą się świecić równocześnie. Oświetlenie funkcjonalne polega właśnie na tym, że zapala się świa­tło w tym miejscu, w którym, w danym momencie, pracujemy, a nie przez cały czas. Kończymy pracę — wyłączamy światło, prze­chodzimy w inne miejsce — za­palamy światło i zaraz po wyjściu z danego pomieszczenia — gasi­my. Światło nad drzwiami też nie musi palić się całą noc. Może być zapalone wtedy, gdy słyszymy, że coś się w obejściu dzieje, gdy ktoś wraca później, ktoś obcy czegoś chce od nas w nocy lub wręcz do­bija się do naszych drzwi. Zapa­lamy światło, żeby sprawdzić, co się dzieje i jak się mamy do tego ustosunkować, zanim jeszcze wyj­dziemy przed próg. Z używaniem światła wiąże się odpowiednie rozmieszczenie kontaktów. Na przykład, jeżeli mieszkamy w pię­trowym domu, powinniśmy mieć możliwość zapalenia światła przed wejściem na schody i zgaszenia go po wejściu na piętro, po to by niepotrzebnie nie paliło się lub by nie było trzeba wołać kogoś z członków rodziny, by na parterze przycisnął wyłącznik. Tego rodza­ju podwójne wyłączniki są w sprzedaży. Załatwia to dwie spra­wy jednocześnie — nie musimy brnąć po ciemnych schodach i nie musimy rozrzutnie palić światła na schodach wtedy, gdy tych schodków nie używamy. Każdy powinien się zastanowić, czy są je­szcze takie miejsca w domu, któ­re wymagałyby tego rodzaju po­dwójnych wyłączników. Dobrze byłoby móc posłużyć się podwój­nym wyłącznikiem wtedy, gdy wychodzimy wieczorem z domu do jakiegoś budynku w zagrodzie i mamy w tym budynku przez ja­kiś czas przebywać, np. przy do­jeniu krów. Nie jest niezbędne, by przez cały czas naszej pracy świa­tło świeciło się na drodze do bu­dynku mieszkalnego. Będzie ono znów potrzebne wtedy, gdy wra­camy do mieszkania i mamy mo­żność włączyć go w oborze a zga­sić w mieszkaniu. To samo może dotyczyć zejść do piwnicy, w któ­rej będziemy przebywać dłużej, w garażu czy w warsztacie na­prawczym sprzętu gospodarskie­go. W gruncie rzeczy jest to inwe­stycja jednorazowa. Zakładając, że w każdym pomieszczeniu za­równo w budynku mieszkalnym, jak w zagrodzie światło się znaj­duje, jest to tylko sprawa zało­żenia podwójnego kabla i odpo­wiedniego wyłącznika. Na pewno się to opłaci — możemy czynno­ści wykonywać szybciej, pewniej, czyściej, bezpieczniej. No, ale trze­ba się nauczyć wyłączania światła, żeby właśnie ten rachunek za prąd nie był za wysoki. Tak więc pierwszą zasadą „kom­fortu oświetleniowego" będzie umieszczenie w każdym, ale to absolutnie każdym, pomieszczeniu punktu świetlnego. Z założeń użytkowania wnętrza mieszkalne­go wynika, że światłem o najniż­szym natężeniu można oświetlać piwnice (pod warunkiem, że się w nich nie wykonuje jakiejś dłuż­szej pracy), strychy, korytarze, schody, toalety), ale nie wtedy, gdy są połączone z łazienką), światłem o średnim natężeniu — wszystkie pozostałe pomieszczenia w domu, traktując to światło jako ogól­ne, rozproszone (sufitowe), nato­miast światłem o najwyższym na­tężeniu powinno się oświetlać wszystkie miejsca pracy. Dodać należy, że dotyczy to również miejsc pracy w piwnicy, na kory­tarzu, w schowkach a nawet sza­fach, jeżeli są to szafy duże gar­derobiane. Ważny jest również rodzaj opra­wek — osłon na żarówki używa­ny przez nas. Wiemy, że przesło­ny, abażury, klosze zabierają część światła. Na rysunku 38. przedsta­wiono najpopularniejsze typy przesłon na żarówki. Przy każdej przesłonie podano u góry procent rozproszenia światła, a u dołu pro­cent światła, które zyskujemy dla bezpośredniego oświetlenia. Trze­ba podkreślić, że światło, które „idzie w górę", nie jest całkowi­cie stracone, ponieważ odbija się od sufitu i jego załamane pro­mienie też w jakimś procencie oświetlają niżej położone partie pomieszczenia. Jeśli sufit jest bar­dzo jasny i gładki a wiązka pro­mieni wyraźnie skierowana (otwór abażuru kieruje promieniami światła) i skupiona, wówczas od­bicie jest większe. Na to światło nie można jednak liczyć .